"Co se schudnę, to se przytyję"

Problem z utrzymaniem właściwej masy ciała spędza sen z powiek niejednemu z nas. I w momencie, kiedy borykamy się z nadwagą lub otyłością, albo wręcz odwrotnie, z niedowagą, obawy są jak najbardziej zasadne. I absolutnie nie chodzi tu tylko o aspekt czysto wizualny – oponka i boczki lub wystające żebra, ale zdecydowanie o zdrowie. Bo zarówno za dużo kilogramów, jak i za mało może niekorzystnie wpływać, a nawet wpływa, na stan naszego zdrowia.

Chciałabym tu poruszyć bardzo ważną kwestię. Bo niemal 100% pacjentów, z którymi współpracuję, na którymś etapie odchudzania doświadcza danej sytuacji czyli braku zmiany masy ciała. I tu pojawia się pytanie – dlaczego nie chudnę, a czasami wręcz tyję, skoro trzymam dietę i ćwiczę? No właśnie, dlaczego? Na wstępie musimy sobie uświadomić, że nasz organizm to bardzo skomplikowana, złożona z wielu elementów i układów maszyna. I cudowną sprawą byłoby zaprogramowanie jej na utratę kilograma tkanki tłuszczowej na tydzień. Ale niestety, albo stety, tak to nie działa. Bo utrata masy ciała zależy nie tylko od zmian w sposobie żywienia i wprowadzenia aktywności fizycznej. Sen, stres, współistniejące choroby, przyjmowane leki, stan fizjologiczny – to wszystko przyczynia się do utraty nadprogramowych kilogramów.

Jak mantrę powtarzam, że codziennie ważenie się, a już nie daj ważenie kilka razy w ciągu dnia, to zły pomysł. Przyniesie więcej szkody niż korzyści. Bo jak wiemy, masa ciała zmienia się w ciągu dnia tysiąc pięćset sto dziewięćset razy! Więc po co robić sobie źle? Sobie i głowie? Owszem, monitorujmy zmiany, ale w zupełności wystarczy pomiar raz w tygodniu. Do tego obserwacja zmian sylwetki i ubrań, które z tygodnia na tydzień będą się luzowały 

Ale do brzegu. Co właściwie powoduje brak zmian masy ciała lub chwilowe jej zwiększanie?

1. Energetyczność diety – zarówno za dużo, jak i za mało kcal nie przyniesie oczekiwanych efektów, bo za dużo = odkładanie tkanki tłuszczowej, za mało = obrona organizmu przed wykorzystaniem zapasów energii zgromadzonych w tkance tłuszczowej. Obliczając całkowitą przemianę materii, na początek “utnijmy” 300-400 kcal. Taki deficyt powinien mobilizować organizm do redukcji zapasów.

2. Zalegająca treść pokarmowa – powolne przesuwanie treści pokarmowej, a co za tym idzie, rzadsze wypróżnienia będą wpływały na wynik na wadze. 

3. Nawodnienie – i tu, podobnie jak w przypadku energetyczności diety, zarówno za mało, jak i za dużo wypijanych płynów, może powodować zatrzymywanie wody w organizmie. W efekcie – masa do góry lub bez zmian. Warto w tym miejscu przypomnieć, że na zatrzymywanie wody będzie wpływać nadmiar soli w diecie.

4. Aktywność fizyczna – nadmierna lub jej brak. Tu musimy pamiętać o właściwym dostosowaniu kcal diety, bo osoby trenujące 7 dni w tygodniu a osoby ograniczające się do wstania z kanapy, będą miały zdecydowanie różną kcal diety, mimo, że jedni i drudzy dążą do zredukowania tkanki tłuszczowej. Pamiętajmy też, że intensywne ćwiczenia siłowe będą powodowały puchnięcie mięśni, więc znów masa ciała do góry.

5. Stres, problemy z gospodarką hormonalną, nadmiernie skupianie się na odchudzaniu – te elementy często prowadzą do tzw. “zablokowania” organizmu i braku oczekiwanych efektów. Pociąga to za sobą frustrację, a przy niskokalorycznych dietach, objadanie i błędne koło się zamyka.

Podejmując próbę odchudzania, róbmy to mądrze. Bez głodówek, we własnym tempie, dając sobie czas na wprowadzenie zmian, jednocześnie pozwalając na popełnianie błędów i wyciąganie z nich wniosków. Nie chodzi o to, żeby stać się zakładnikiem niesmacznych diet, ale żeby nauczyć się zdrowo odżywiać, słuchać potrzeb swojego organizmu i czerpać ogrom przyjemności z gotowania i jedzenia. I wtedy nadprogramowe kilogramy staną się przeszłością, a słowa “CO SE SCHUDNĘ, TO SE PRZYTYJĘ” nie będą miały odzwierciedlenia w rzeczywistości 🙂

Copyright © 2020 odWAŻ się! - Poradnia dietetyczna